Naukowcy filmują tajemniczy spektakl świetlny w koronach drzew podczas burzy

Co dzieje się nad naszymi głowami, gdy czekamy na błyskawicę

W środku burzy, gdy wpatrujemy się w rozświetlone niebo, tuż nad naszymi głowami rozgrywa się niewidzialny spektakl, którego dotąd nikt nie był w stanie zarejestrować. Dzieje się to w koronach drzew — w miejscu, gdzie kończy się to, co znane, a zaczyna coś zaskakującego.

Gdy ciemne chmury burzowe nadciągają nad las, niemal wszystkie spojrzenia kierują się ku górze: ku migającym błyskom, hukom grzmotów i jaskrawym kanałom światła przebijającym chmury. Tymczasem w tym samym czasie, dokładnie w koronach drzew, dzieje się coś zupełnie innego.

Pierwsze w historii potwierdzenie zjawiska, które było tylko teorią

Zespół amerykańskich badaczy z Pennsylvania State University po raz pierwszy udowodnił fenomen, który od lat pozostawał jedynie hipotezą. Okazuje się, że drzewa podczas burzy dosłownie świecą — tyle że w zakresie światła całkowicie niedostępnym dla ludzkiego oka. Żeby to udowodnić, naukowcy potrzebowali przerobionego minivana, zaawansowanego sprzętu i wielodniowego polowania na burze w kilku stanach USA.

Badacze już wcześniej podejrzewali, że drzewa reagują na ogromne napięcia elektryczne panujące w chmurach burzowych znacznie intensywniej, niż ktokolwiek dotąd zakładał. W warunkach laboratoryjnych udało się zaobserwować słabe, niebieskawa poświatę na małych drzewkach poddanych działaniu wysokiego napięcia.

Podczas burzy korony drzew zamieniają się w rodzaj niewidzialnej świetlówki, pulsującej w ultrafiolecie.

Problem polegał na tym, że owo świecenie zachodzi w zakresie ultrafioletowym. Mowa o tak zwanych wyładowaniach koronowych — elektrycznych miniwyładowaniach pojawiających się na końcach liści i gałązek. Nasze oczy są na to zjawisko zupełnie ślepe. Dopiero specjalistyczne kamery UV pozwoliły zweryfikować tę hipotezę w terenie.

Tajemniczy spektakl w lesie

Chodzi o ukryty pokaz świetlny, który na krótką chwilę zamienia las w upiornie połyskujące morze. Wyniki pomiarów pokazują, że gdy nad obszarem leśnym zbiera się silna burza, w pniach drzew gromadzi się ładunek elektryczny. Wilgoć zawarta w drewnie przewodzi ten ładunek powoli ku górze.

Gdy ładunek dociera do końców liści, uwalnia się w postaci maleńkich błysków ultrafioletowych. Na obrazie z wyspecjalizowanych kamer wygląda to tak, jakby drobna sieć iskier i poświaty rozciągała się nad całą koroną drzewa.

Jak podkreślają naukowcy, tego rodzaju świecenie koronowe nie było dotąd bezpośrednio dokumentowane w naturalnym środowisku. W laboratoriach i przy instalacjach technicznych — takich jak linie wysokiego napięcia — podobne wyładowania są znane od dawna. Odkrycie, że lasy zachowują się analogicznie podczas burzy, otwiera zupełnie nową perspektywę na dynamikę wyładowań atmosferycznych.

Polowanie na burze starą Toyotą

Zdobycie prawdziwych danych terenowych wymagało czegoś więcej niż standardowy zestaw pomiarowy. Zespół przerobił starszą Toyotę Sienna na mobilne mini-laboratorium. Na dachu zamontowano kompaktową stację meteorologiczną, systemy laserowe i czułą kamerę UV.

  • Stacja meteorologiczna: mierzyła wiatr, wilgotność, temperaturę i ciśnienie atmosferyczne
  • Kamera UV: umożliwiała rejestrację niewidzialnych wyładowań koronowych
  • Laser: pomagał precyzyjnie określać odległości i struktury w koronach drzew
  • Komputer pokładowy: synchronicznie zapisywał wszystkie dane pomiarowe

W tym improwizowanym pojeździe badawczym naukowcy ścigali fronty burzowe — od Karoliny Północnej aż po Pensylwanię. Ustawiali się w pobliżu lasów, czekali na najbardziej intensywne fazy burzy i bez przerwy nagrywali kamerą.

Na ekranie w końcu pojawiły się dokładnie te sygnały, których szukali: maleńkie, niezwykle szybkie rozbłyski świetlne przeskakujące z liścia na liść. Każde z tych miniwyładowań wysyła w ciemność miliardy fotonów — jednak w zakresie widmowym, którego nasze oczy po prostu nie potrafią wykryć.

Ziemia jako ogromna bateria — i rola błyskawic

Żeby zrozumieć to nowe zjawisko, trzeba spojrzeć na globalne pole elektryczne Ziemi. Pomiędzy powierzchnią gruntu a jonosferą — znajdującą się na wysokości około 50–80 kilometrów — istnieje stała różnica potencjałów wynosząca około 250 000 woltów. Można to sobie wyobrazić jako gigantyczną baterię.

Proces Co się dzieje
Źródło napięcia Jonosfera działa jak biegun dodatni, a powierzchnia Ziemi jak biegun ujemny. Różnica potencjałów napędza globalny obieg prądu elektrycznego.
Ładowanie Silne błyskawice przesyłają dodatnie ładunki z chmur burzowych do jonosfery, czyniąc ją bardziej „dodatnią".
Uderzenie pioruna Ujemne strumienie elektronów trafiają w ziemię, przez co powierzchnia Ziemi ładuje się silniej ujemnie.
Rozładowanie przy dobrej pogodzie Przy bezchmurnym niebie niewielkie dodatnie prądy przepływają z powrotem ku ziemi przez naładowane cząsteczki powietrza, zmniejszając napięcie.

Burze i okresy dobrej pogody utrzymują ten układ w równowadze. Zaobserwowane teraz zjawiska świetlne na drzewach stanowią część tych subtelnych prądów wyrównawczych. Podczas gdy potężne błyskawice gwałtownie zmieniają napięcie, wyładowania koronowe na liściach i igłach pełnią niejako rolę „wykańczania" — bezpośrednio na granicy między atmosferą a powierzchnią Ziemi.

Piękny spektakl z nieprzyjemnymi skutkami dla drzew

Choć ukryty pokaz świetlny robi wrażenie, dla samych drzew ma swoją cenę. Ekstremalnie wysokie natężenie pola elektrycznego w bezpośrednim otoczeniu liści powoduje silne obciążenia elektryczne. Wyładowania mogą zmieniać procesy chemiczne w powietrzu — na przykład sprzyjać powstawaniu reaktywnych związków tlenowych.

Długotrwałe, powtarzające się wyładowania koronowe mogą uszkadzać najbardziej zewnętrzne gałązki i struktury liści. Możliwe są mikroskopijne pęknięcia, przypalenia i zmiany w chemii komórkowej. Już w warunkach laboratoryjnych zaobserwowano oznaki takich uszkodzeń u drzewek poddawanych sztucznemu napięciu.

To, co dla nas wygląda jak niewidzialne przedstawienie świetlne, dla drzewa przypomina raczej rażenie prądem — raz za razem.

Jednocześnie procesy elektryczne w koronach drzew wpływają na otaczające powietrze. Wyładowania koronowe mogą wytwarzać tlenki azotu i inne związki chemiczne, które z kolei oddziałują na powstawanie ozonu i jakość powietrza. W gęsto zalesionych obszarach narażonych na częste burze efekt ten mógłby być mierzalny.

Więcej burz przez zmiany klimatu — więcej świecenia w koronach

Modele klimatyczne wskazują, że w wielu regionach świata liczba intensywnych burz będzie w nadchodzących dekadach rosnąć. Cieplejsze powietrze może pochłaniać więcej wilgoci, a zasoby energii dostępne dla gwałtownych zjawisk atmosferycznych zwiększają się. To oznaczałoby, że częstotliwość nowo odkrytych zjawisk świetlnych również wzrośnie.

Czy te dodatkowe wyładowania będą miały mierzalne konsekwencje dla lasów — pozostaje na razie otwartą kwestią. Można sobie wyobrazić powoli narastające uszkodzenia wierzchołków drzew w miejscach szczególnie narażonych na burze, zmiany mikrochemiczne w warstwie powietrza tuż nad koronami lub subtelne zakłócenia w globalnym obiegu elektrycznym. Dla nauki to zupełnie nowe pole badań, na którym wciąż brakuje danych.

Co zwykły człowiek może wyciągnąć z tego odkrycia

W praktyce odkrycie to oznacza przede wszystkim jedno: kto podczas burzy przebywa w lesie, stoi nie tylko pod błyskawicami, ale znajduje się w złożonym środowisku elektrycznym. Wynika z tego kilka ważnych wskazówek:

  • Podczas silnej burzy unikaj obszarów leśnych, zwłaszcza wolno stojących grup drzew.
  • Trzaskające lub brzęczące dźwięki dobiegające z koron drzew mogą sygnalizować wysokie natężenie pola elektrycznego.
  • Otwarte polany i pojedyncze, wyeksponowane drzewa nadal uchodzą za miejsca szczególnie niebezpieczne.

Dla miłośników meteorologii i techniki szczególnie interesująca będzie sama metoda badawcza. Przy użyciu stosunkowo niedrogich kamer dostosowanych do zakresu UV można rejestrować zjawiska przyrodnicze, które dotąd pozostawały ukryte. Uczelnie i grupy amatorów mogłyby na tej podstawie uruchamiać własne projekty pomiarowe — na przykład w znanych strefach burzowych.

Warto też wyjaśnić samo pojęcie: wyładowanie koronowe nie ma nic wspólnego z koronawirusem — to termin fizyczny. Oznacza świecący obszar wokół silnie naładowanych końcówek, takich jak druty, anteny czy właśnie liście. Powietrze w tym miejscu ulega tak intensywnej jonizacji, że przez chwilę słabo świeci — zwykle w odcieniu fioletowym lub niebieskawym — choć tutaj widoczne jest wyłącznie przez specjalistyczne kamery.

Całość pokazuje, jak żywe i elektrycznie aktywne jest nasze otoczenie. Spokojny las, po którym spacerujemy w ciepły letni dzień, podczas burzy staje się złożonym elementem elektrycznego układu planety — z drzewami reagującymi ultrafioletowym migotaniem, którego nigdy nie zobaczymy gołym okiem.

Author

  • Remigiusz Wierzgoń, znany jako Rezigiusz, to popularny polski twórca internetowy i influencer, który dzieli się praktycznymi lifehackami, poradami DIY oraz pomysłami na ułatwienie codziennego życia. Jego treści łączą rozrywkę z użytecznymi wskazówkami, docierając do szerokiej grupy odbiorców zainteresowanych kreatywnymi i praktycznymi rozwiązaniami.

Przewijanie do góry