Naukowcy wyfiltrują 100 tajemniczych sygnałów radiowych – czy kryje się za nimi E.T.?

Globalny projekt komputerowy zakończył najbardziej kompleksowe poszukiwania obcej inteligencji w historii

Pewien ogólnoświatowy projekt obliczeniowy dobiegł końca, pozostawiając po sobie niezwykłą spuściznę: 100 zagadkowych sygnałów radiowych, których naukowcy nie potrafią jednoznacznie wyjaśnić. Mogą to być zwykłe zakłócenia techniczne — ale równie dobrze mogą być pierwszym śladem obcej cywilizacji.

Projekt, który zapisał się w historii eksploracji kosmosu

SETI@home — nazwa dobrze znana użytkownikom komputerów z początków XXI wieku — był czymś znacznie więcej niż tylko ciekawostką dla miłośników technologii. To był gigantyczny eksperyment naukowy, w którym miliony prywatnych komputerów na całym świecie wspólnie przeszukiwały dane z legendarnego radioteleskopу Arecibo w poszukiwaniu śladów pozaziemskiej techniki.

Od 1999 roku projekt zgromadził miliardy potencjalnych sygnałów. Przez długi czas brakowało jednak kolejnego kroku — systematycznej i ujednoliconej analizy wszystkich zebranych danych. Dopiero dwa artykuły naukowe opublikowane w 2025 roku przyniosły ostateczne podsumowanie całego przedsięwzięcia.

Spośród 12 miliardów kandydatów SETI@home wyłowił 100 najbardziej intrygujących sygnałów radiowych — pozostałe zostały sklasyfikowane jako wyjaśnione zakłócenia.

Badacze z Uniwersytetu Kalifornijskiego w Berkeley określają to jako najbardziej czułe poszukiwania wąskopasmowych sygnałów radiowych, jakie kiedykolwiek przeprowadzono na tak rozległym obszarze nieba. Wąskopasmowy oznacza tu: niezwykle wąski zakres częstotliwości, przypominający cienką linię w morzu szumu. Właśnie taki sygnał wysyłałoby urządzenie techniczne.

Jak naukowcy przesiewa dane przez filtry

Przez lata radioteleskop Arecibo rejestrował nieustanny deszcz fal radiowych. Kryły się w nim naturalne źródła — pulsary, obłoki gazowe, aktywność słoneczna — ale też mnóstwo zakłóceń ziemskiego pochodzenia: sygnały satelitów, radary, emisje radiowe, a nawet wadliwe urządzenia elektroniczne. To wszystko trzeba było usunąć, zanim w ogóle można było pomyśleć o obcych cywilizacjach.

Nowe algorytmy na straży starych danych

Oba artykuły naukowe szczegółowo opisują zastosowaną metodologię. Dane przechodziły przez kilka kolejnych etapów filtrowania:

  • Wykrywanie wąskopasmowych impulsów — krótkich skoków energii na określonej częstotliwości
  • Porównanie z bazami danych znanych orbit satelitów i ziemskich służb radiowych
  • Wyszukiwanie wzorców charakterystycznych dla typowych zakłóceń technicznych
  • Zestawienie danych z różnych sesji obserwacyjnych i kierunków obserwacji

Tylko sygnały, które przeszły przez wszystkie te sita, mogły pozostać w bazie. Z pierwotnych około 12 miliardów kandydatów stopniowo zostawały miliony, potem tysiące — aż w końcu jedynie około 100 sygnałów, dla których nie znaleziono żadnego natychmiastowego technicznego wytłumaczenia.

Badacze podkreślają przy tym istotną kwestię: gdyby w analizowanych danych znajdował się silny i trwały sztuczny sygnał, SETI@home z dużym prawdopodobieństwem by go wykrył. To wyznacza ważną poprzeczkę — określa minimalną moc sygnału, poniżej której można stwierdzić, że w danym obszarze nieba nikt nie nadaje w sposób porównywalny z ziemskimi standardami.

Między dumą a cichym rozczarowaniem

Na poziomie ludzkim wyniki projektu budzą mieszane uczucia. Z jednej strony zespół może słusznie szczycić się rekordem: nikt wcześniej nie przeszukiwał tak rozległych obszarów nieba z taką precyzją i czułością w poszukiwaniu wąskopasmowych sygnałów radiowych.

Z drugiej strony brakuje wielkiej sensacji. Żadnego jednoznacznego „jesteśmy tutaj" z odległego układu słonecznego, żadnego sygnału, który wyraźnie odróżniałby się od wszystkiego, co stworzone przez człowieka lub naturę.

Wcześniejsze filtry odrzucały dane, które przy dzisiejszej mocy obliczeniowej mogłyby zostać potraktowane inaczej — ryzyko przeoczenia czegoś istotnego zawsze pozostaje.

Część zaangażowanych naukowców otwarcie mówi o pewnym rozczarowaniu. Kto przez tak długi czas wpatruje się w kosmiczny eter, ten naturalnie liczy na przełomowe odkrycie. Jednocześnie zespół zachowuje ostrożność — w pierwszych latach projektu, z powodu ograniczeń finansowych i słabszych komputerów, trzeba było podejmować trudne decyzje dotyczące odrzucania danych. Naukowcy zastanawiają się dziś, ile potencjalnie ciekawych informacji przepadło bezpowrotnie podczas redukcji ogromnych zbiorów danych.

Co właściwie sprawia, że sygnał jest „podejrzany"?

Sto pozostałych kandydatów to nie dowód zbrodni — to raczej lista zadań na najbliższe lata, z adnotacjami w stylu: „wygląda dziwnie, należy zmierzyć dokładniej".

Aby poważnie traktować jakiś sygnał, naukowcy oczekują spełnienia kilku warunków:

  • Sygnał pochodzi wyraźnie z konkretnego kierunku na niebie
  • Mieści się w ekstremalnie wąskim zakresie częstotliwości
  • Pojawia się wielokrotnie — najlepiej podczas różnych sesji obserwacyjnych
  • Nie pasuje do żadnego znanego satelity, systemu radarowego ani służby radiowej
  • Wykazuje ewentualnie pewien wzorzec, na przykład regularne wahania

Sto sygnałów z SETI@home spełnia zazwyczaj tylko część tych kryteriów. Najczęściej brakuje powtarzalności — wiele impulsów zarejestrowano tylko jeden jedyny raz. To znacznie utrudnia jednoznaczną ocenę. To klasyczny problem, który pojawił się już przy wcześniejszych kandydatach, takich jak słynny sygnał „Wow!" z 1977 roku.

Co dalej z tymi 100 sygnałami?

Zakończenie projektu SETI@home nie oznacza końca poszukiwań. Wręcz przeciwnie — opublikowane dane i programy są ogólnodostępne. Inne zespoły badawcze mogą sprawdzać te kandydatury przy użyciu nowych teleskopów lub świeżych metod analitycznych.

Współczesne projekty stawiają mocno na sztuczną inteligencję i uczenie maszynowe. Algorytmy mają rozpoznawać wzorce trudne do wykrycia za pomocą klasycznych filtrów. Nowe obserwatoria, takie jak MeerKAT w Republice Południowej Afryki czy planowane Square Kilometre Array (SKA), zapewniają znacznie więcej danych i znacznie wyższą rozdzielczość.

Jednocześnie pole poszukiwań się poszerza. Obok sygnałów radiowych coraz większą uwagę przyciągają błyski optyczne, impulsy laserowe czy niezwykłe promieniowanie podczerwone. To wszystko mogłyby być potencjalne ślady obcej technologii — na przykład gigantycznych elektrowni słonecznych krążących na orbitach odległych planet.

Czego uczy nas kosmiczna cisza

Wielu laików myśli prosto: brak wyraźnych sygnałów równa się brak obcych. W nauce patrzy się na to subtelniej. Nieobecność odkrycia jest sama w sobie cenną informacją.

  • W obserwowanych obszarach nieba najwyraźniej nie działa żaden trwały, silny nadajnik radiowy na częstotliwościach, których szukamy
  • Techniczne cywilizacje mogą być niezwykle rzadkie — albo znajdować się w niewyobrażalnie wielkich odległościach
  • Obce kultury mogą posługiwać się zupełnie innymi formami komunikacji: ściśle skoncentrowanymi wiązkami laserowymi, całkowicie odmiennymi zakresami częstotliwości lub efektami fizycznymi, których jeszcze nie potrafimy wykryć

Z tych obserwacji wynikają twarde ograniczenia dla modeli matematycznych: ilu cywilizacji mogłaby realistycznie być siedzibą nasza Droga Mleczna? Jak duże jest prawdopodobieństwo, że dwie techniczne gatunki w ogóle istnieją jednocześnie — i na dodatek korzystają z tego samego rodzaju techniki radiowej?

Dlaczego poszukiwania obcych wciąż trwają

Fascynacja pozostaje ogromna, bo pytanie jest fundamentalne: czy jesteśmy sami we wszechświecie? Jednoznaczny sygnał wstrząsnąłby naszym obrazem samych siebie, naszymi religiami i polityką. Naukowcy argumentują więc, że cierpliwe nasłuchiwanie przez kolejne dekady jest w pełni uzasadnione.

Przy okazji poszukiwania przynoszą bardzo ziemskie korzyści: ulepszają technikę radiową, rozwijają nowe metody analizy ogromnych zbiorów danych i tworzą odporne algorytmy filtrowania zakłóceń. Wiele z tych narzędzi trafia później do zupełnie innych dziedzin — od obrazowania medycznego po komunikację satelitarną.

W tym kontekście często pojawia się pojęcie „technosygnatury". Chodzi o wszelkie mierzalne ślady obcej technologii — sygnały radiowe, błyski laserowe, sztuczne gazy w atmosferach odległych planet, a może nawet refleksyjne megastruktury na orbitach. Perspektywa się rozszerza: nie tylko nadajnik radiowy mógłby zdradzić, że tam na zewnątrz ktoś jest aktywny.

Dla zainteresowanych laików SETI@home pozostaje symbolem: idea, że miliony ludzi ze swoimi domowymi komputerami uczestniczą w kosmicznych poszukiwaniach, odcisnęła piętno na całym pokoleniu. Przyszłe projekty mogłyby opracować podobne modele uczestnictwa — tym razem dla analiz wspomaganych sztuczną inteligencją lub klasyfikacji sygnałów.

Czy wśród 100 zagadkowych sygnałów kryje się naprawdę obcy głos, może nigdy nie zostać w pełni wyjaśnione. Mimo to to ostateczne podsumowanie wyznacza punkt zwrotny: poszukiwania inteligencji we wszechświecie stają się coraz bardziej profesjonalne, coraz bardziej głodne danych — a zarazem coraz bardziej ludzkie, bo pokazują, jak uparcie szukamy odpowiedzi na największe pytanie wszechświata.

Author

  • Remigiusz Wierzgoń, znany jako Rezigiusz, to popularny polski twórca internetowy i influencer, który dzieli się praktycznymi lifehackami, poradami DIY oraz pomysłami na ułatwienie codziennego życia. Jego treści łączą rozrywkę z użytecznymi wskazówkami, docierając do szerokiej grupy odbiorców zainteresowanych kreatywnymi i praktycznymi rozwiązaniami.

Przewijanie do góry