Naukowcy natrafili na nieoczekiwanego sprzymierzeńca w walce z suszą — okazuje się, że oceany chronią rozległe obszary Ziemi przed najgorszymi scenariuszami klimatycznymi.
Sto dwadzieścia lat danych klimatycznych ujawnia zaskakującą ochronę
Międzynarodowy zespół badaczy przeanalizował dane klimatyczne z okresu 1902–2021. Przyjrzano się zarówno opadom na lądzie, jak i temperaturom powierzchni oceanów. Naukowcy śledzili, gdzie i kiedy pojawiały się susze oraz jak przemieszczały się one po świecie w czasie.
Wyniki okazały się zaskakująco uspokajające. W dowolnym momencie jedynie od 1,8 do 6,5 procent wszystkich lądów dotyka jednoczesna susza. Najbardziej pesymistyczne prognozy klimatyczne zakładały nawet 16 procent — niemal dwukrotnie więcej niż to, co rzeczywiście obserwujemy.
Ziemia dysponuje wbudowanym mechanizmem hamującym, który zapobiega jednoczesnym suszom na dużych obszarach wszystkich kontynentów.
By zrozumieć to zjawisko, badacze sięgnęli po metody analityczne znane z sektora energetycznego. Podobnie jak inżynierowie badający sieć kabli wysokiego napięcia, naukowcy zmapowali powiązania między suchymi regionami i zbadali, jak susza przenosi się z jednego obszaru na drugi.
Zidentyfikowano cztery główne obszary, gdzie susze pojawiają się stosunkowo często:
- Australia
- Południowa Afryka
- Znaczna część Ameryki Południowej
- Azja Południowo-Wschodnia
Co uderzające — regiony te niemal nigdy nie cierpią z powodu suszy w tym samym czasie. Gdy Australia boryka się z ekstremalnym niedoborem opadów, w częściach Ameryki Południowej pada normalnie lub nawet ponadprzeciętnie dużo. Ten wzorzec powtarza się w danych wielokrotnie.
Ponadto analizy wskazują, że około 66 procent wszystkich lądów przez większość czasu pozostaje pod dominującym wpływem opadów deszczu. Pozostałe 33 procent oscyluje między fazami wilgotniejszymi i suchszymi. Takie przestrzenne i czasowe zróżnicowanie sprawia, że Ziemia nie zapada w jednolitą, wszechogarniającą suszę.
W jaki sposób fale oceaniczne rozbijają susze zamiast je nasilać
Kluczem do zrozumienia tego zjawiska są wahania temperatur oceanów, przede wszystkim Oceanu Spokojnego. Główną rolę odgrywają tu dwa dobrze znane zjawiska: El Niño i La Niña. Oznaczają one odpowiednio cieplejsze lub chłodniejsze temperatury wody morskiej w rejonie równika we wschodniej części Pacyfiku.
El Niño: przesuwające się strefy opadów
Podczas epizodu El Niño woda morska we wschodnim Pacyfiku wyraźnie się ociepla. Może się to wydawać drobiazgiem, ale w rzeczywistości przesuwa strefy opadów na całej Ziemi. Prądy powietrza ulegają zmianie, pasma chmur wędrują, a wraz z nimi — miejsca, gdzie padają deszcze.
W latach silnego El Niño Australia i część Azji Południowo-Wschodniej zazwyczaj cierpią na poważny niedobór opadów. Jednocześnie w niektórych rejonach Ameryki Południowej mogą pojawiać się intensywniejsze deszcze i powodzie. Susza i obfitość opadów nie następują więc w tym samym miejscu.
La Niña: przełącznik działa w odwrotnym kierunku
La Niña stanowi z grubsza przeciwieństwo El Niño. Wody oceaniczne w tym samym rejonie stają się chłodniejsze niż zwykle, co ponownie wprawia atmosferę w ruch — tym razem z odwrotnym skutkiem.
W latach La Niña Australia stosunkowo często doświadcza wilgotnych warunków i powodzi. Inne regiony, jak części Ameryki Południowej czy południe Afryki, wpadają wówczas w suche okresy. Globalny obraz pogody przypomina wielką huśtawkę — gdy jedna strona idzie w górę, druga opada.
Dzięki tym naprzemiennym fazom oceanicznym nie powstaje światowa „zasłona suszy", lecz mozaika mokrych i suchych obszarów, która nieustannie się przemieszcza.
Meteorolodzy mówią w tym kontekście o „telekoneksji" — rozległych połączeniach w atmosferze, gdzie odchylenie temperatury w jednym miejscu wpływa na ciśnienie powietrza, wiatry i opady tysiące kilometrów dalej. To właśnie te powiązania sprawiają, że opady i wilgotność powietrza są nieustannie redystrybuowane między kontynentami.
Dlaczego globalny kryzys żywnościowy (na razie) nie nadchodzi
Skutki tej dynamiki dla rolnictwa są ogromne. Badacze powiązali dane o suszy z obszarami uprawy czterech podstawowych zbóż: pszenicy, ryżu, kukurydzy i soi. To właśnie te rośliny stanowią fundament światowego bezpieczeństwa żywnościowego.
Z wcześniejszych badań wiadomo, że umiarkowana susza może obniżyć plony takich upraw o 25 do 50 procent. Gdyby wielkie spichlerze na kilku kontynentach zostały jednocześnie ciężko dotknięte klęską, ceny żywności wzrosłyby błyskawicznie, a miliony ludzi zostałyby bez pewnych dostaw.
Dzięki „patchworkowi" tworzonemu przez oceany taka sytuacja praktycznie nigdy nie zachodzi. Kiedy jeden region zmaga się z nieurodzajem, inne obszary osiągają normalne lub ponadprzeciętne plony. W skali globalnej łagodzi to skutki katastrof, a handel i magazynowanie częściowo wypełniają niedobory.
| Sytuacja | Skutki dla bezpieczeństwa żywnościowego |
|---|---|
| Susza w Australii, normalne opady w Ameryce Południowej | Ameryka Południowa może częściowo zrekompensować niedobory |
| Susza w częściach Afryki, korzystne warunki w Azji | Import z Azji łagodzi wzrost cen |
| Umiarkowane susze rozłożone na wiele lat | Światowe zapasy mogą być uzupełniane między trudnymi sezonami |
Nie oznacza to jednak, że rolnicy nie ponoszą poważnych strat. Regionalne susze wyrządzają co roku ogromne szkody gospodarcze i dotykają miliony ludzi. Nowe badania pokazują natomiast, że szansa na wszechogarniającą, długotrwałą globalną megasuszę jest znacznie mniejsza, niż dotychczas obawiano się.
Granice naturalnej tarczy w ocieplającym się świecie
Kluczowe pytanie brzmi: jak długo ten oceaniczny mechanizm ochronny będzie działał, skoro Ziemia szybko się ociepla? Modele klimatyczne i pomiary wskazują już na zmiany w sile i częstotliwości epizodów El Niño oraz La Niña. Ciepło wnika głębiej w oceany, wzorce wiatrów ulegają przesunięciom, a masy lodowe topnieją.
Jeśli obecne wzorce cyrkulacji oceanicznej ulegną poważnym zmianom, ochronna funkcja przed synchronicznymi suszami może osłabnąć. Silniejsze lub bardziej kapryśne El Niño może prowadzić do dłuższych okresów suszy w podatnych regionach, podczas gdy czas regeneracji między kolejnymi zdarzeniami będzie się skracał.
Oceaniczna tarcza działa jeszcze teraz, ale reaguje na ocieplenie i w przyszłości może okazać się mniej niezawodna.
Jednocześnie stabilność z ostatnich 120 lat dostarcza cennego punktu odniesienia. Ponieważ zależność między temperaturami oceanów a suszami jest teraz dość dobrze poznana, instytuty meteorologiczne i klimatyczne mogą doskonalić swoje modele prognostyczne.
Wcześniejsze ostrzeżenia, mądrzejsze planowanie
Dzięki uważnemu śledzeniu rozkładu temperatur w oceanach można z sześciu do dwunastu miesięcy wyprzedzenia wskazać regiony, w których wzrasta ryzyko niedoborów opadów. To otwiera drzwi do znacznie bardziej proaktywnego podejścia do zagrożeń żywnościowych.
Rządy i przedsiębiorcy mogą podejmować konkretne działania:
- wcześniej gromadzić zapasy zboża i ryżu, gdy ważny region produkcyjny zaczyna wysychać,
- tymczasowo rozważać ograniczenia eksportowe, by ograniczyć panikę na rynkach,
- przesuwać nasiona i nawozy do obszarów, gdzie warunki zapowiadają się korzystniej,
- celowo wspierać rolników systemami nawadniającymi i odmianami odpornymi na suszę w zapowiedzianych strefach ryzyka.
W niektórych krajach trwają już eksperymenty z takimi systemami wczesnego ostrzegania. Nowe ustalenia dotyczące mechanizmu oceanicznego mogą te systemy udoskonalić — tak by sygnały rzadziej okazywały się fałszywym alarmem, a pomoc docierała szybciej we właściwe miejsca.
Co to badanie oznacza dla codziennej rzeczywistości
Dla ludzi żyjących na terenach suchych to odkrycie nic nie zmienia z dnia na dzień. Nieudane zbiory pozostają katastrofą, nawet jeśli gdzieś indziej pada wystarczająco dużo deszczu. Siła opisanego mechanizmu przejawia się przede wszystkim w skali globalnej — łagodzi ryzyko jednoczesnego załamania się wszystkich wielkich regionów rolniczych.
Dla agronomów, decydentów i organizacji pomocowych badanie to daje konkretne narzędzia. Pojęcia El Niño i La Niña przestają być mglistymi pojęciami z telewizji — stają się mierzalnymi wskaźnikami, na podstawie których można kształtować prognozy sezonowe. Spółdzielnia rolnicza w narażonym regionie może na przykład zdecydować, by w przewidywanym roku El Niño siać mniej ryzykowne uprawy albo zwiększyć inwestycje w retencję wody.
Osoby zajmujące się bezpieczeństwem żywnościowym patrzą odtąd nie tylko na mapy opadów, ale również na termometry zanurzone w oceanach. Granica między meteorologią, planowaniem rolniczym a międzynarodowym handlem staje się coraz mniej wyraźna — i to właśnie jest korzystne. Im wcześniej sygnały są wymieniane, tym mniejsze ryzyko, że regionalna susza przerodzi się w globalny kryzys.













