Po 40 latach milczenia rzadki zając z Hajnanu niespodziewanie powraca

Nieoczekiwane odkrycie na opuszczonej drodze

To, co na pierwszy rzut oka wyglądało jak zwykłe potrącenie zwierzęcia, okazało się odkryciem, które wstrząsnęło światem biologii. Na jezdni leżały szczątki zająca hajnańskiego — niezwykle rzadkiego gatunku, którego obecności w tej części chińskiej wyspy Hajnan naukowcy od dziesięcioleci się nie spodziewali. Znalezisko zmusza badaczy do gruntownego przepisania map rozmieszczenia tego zwierzęcia.

Pierwszego dnia świąt Bożego Narodzenia 2024 roku naukowcy przemierzali autostradę Pulongxian w północno-wschodniej części Hajnanu. To słabo zaludniony rejon, daleki od znanych rezerwatów przyrody w zachodniej części wyspy. Na asfalcie dostrzegli martwe zwierzę — ofiara zderzenia z pojazdem.

Mimo złego stanu szczątków biolodzy rozpoznali charakterystyczne cechy: długość ciała, kształt głowy, strukturę sierści oraz proporcje uszu i łap. To wystarczyło, by potwierdzić: to zając hajnański, gatunek endemiczny, który nie występuje nigdzie indziej na świecie poza tą jedną wyspą na południu Chin.

Miejsce znalezienia leży około 200 kilometrów od znanego obszaru występowania gatunku, w regionie, gdzie od 1986 roku nie odnotowano żadnej oficjalnej obserwacji.

Odkrycie zostało opisane w recenzowanym czasopiśmie naukowym i tym samym oficjalnie udokumentowane. To pierwsza potwierdzona obserwacja zająca hajnańskiego w północno-wschodniej części wyspy od czterdziestu lat.

Od tysięcy osobników do zaledwie cienia populacji

Zając hajnański był niegdyś dość powszechnym mieszkańcem nadmorskich równin Hajnanu. W latach pięćdziesiątych XX wieku naukowcy szacowali liczebność populacji na około 10 000 osobników. Krajobraz wyspy wyglądał wówczas zupełnie inaczej — rozległe plantacje jeszcze nie istniały, miasta były mniejsze, a sieć dróg ograniczona.

W kolejnych dekadach wyspa zmieniała się w błyskawicznym tempie:

  • ekspansja rolnictwa i plantacji rozkroiła siedliska na izolowane fragmenty
  • urbanizacja pochłonęła otwarte przestrzenie i łagodne wzgórza
  • polowania dla mięsa i futer drastycznie zredukowały lokalne populacje
  • rozbudowa sieci dróg zwiększyła ryzyko kolizji z pojazdami

Raport ochroniarski z 2008 roku był alarmujący. Na podstawie dostępnych danych szacowano wówczas, że na całej wyspie pozostało już tylko od 250 do 500 zajęcy hajnańskich. Od tamtej pory nie przeprowadzono żadnego kompleksowego spisu. Sporadyczne obserwacje dobitnie pokazują, jak rzadki stał się ten gatunek — nawet w najważniejszych rezerwatach pojawia się on jedynie od czasu do czasu.

Podczas niedawnych inwentaryzacji dawnych siedlisk na rozległym obszarze zaobserwowano zaledwie jednego żywego osobnika.

Gatunek prowadzi przede wszystkim nocny tryb życia i za dnia praktycznie nie daje się dostrzec. Dzięki temu łatwo umyka tradycyjnym metodom liczenia, opartym na bezpośrednich obserwacjach w terenie.

Wysepski endemit bez miejsca ucieczki

Zając hajnański to tak zwany gatunek endemiczny — zwierzę, które w naturze żyje wyłącznie w jednym miejscu na Ziemi. To oznacza bardzo wąskie marginesy bezpieczeństwa. Gdy krajobraz tej jednej wyspy ulega przekształceniu, gatunek nie ma możliwości przeniesienia się do innych regionów ani krajów.

Według biologów zając hajnański zasiedla głównie niskie wzgórza, strefy przejściowe między polami a lasami oraz dzikie obrzeża wsi i dróg. To właśnie te pasy terenu znikają najszybciej pod wpływem zabudowy, intensywnego rolnictwa i budowy infrastruktury.

Zwierzę jest więc narażone na podwójne zagrożenie: traci siedliska, a jednocześnie coraz częściej wchodzi w kontakt z ludźmi, psami, ruchem drogowym i kłusownikami.

Co jeden martwy zając mówi nauce

Pojedyncza ofiara kolizji drogowej może się wydawać błahostką, lecz dla badaczy to kluczowy element układanki. Znalezisko dowodzi, że niewielka populacja zajęcy hajnańskich w północno-wschodniej części wyspy mogła przez długi czas pozostawać całkowicie niezauważona.

Nieobecność w statystykach nie oznacza automatycznie nieobecności w terenie. Rzadkie zwierzęta potrafią latami żyć poza zasięgiem naukowego radaru.

Odkrycie odsłania też poważną słabość wielu badań bioróżnorodności. Tereny rzadko odwiedzane przez naukowców generują mało danych. W raportach wyglądają na puste, choć w rzeczywistości mogą kryć szczątkowe populacje. Dotyczy to szczególnie płochliwych zwierząt nocnych, takich jak zające, cywety czy niektóre gryzonie.

Potrzebna nowa mapa dla skuteczniejszej ochrony

Naukowcy postulują teraz przeprowadzenie systematycznych badań obejmujących całą wyspę — nie tylko znane rezerwaty. Pozwoliłoby to ustalić, gdzie zając hajnański jeszcze występuje, jak liczna jest pozostała populacja i jakie zagrożenia dominują w poszczególnych regionach.

Taki ogólnowysepski spis mógłby między innymi:

  • ujawnić ukryte populacje na dotąd pomijanych obszarach
  • wykazać, czy między małymi subpopulacjami istnieją korytarze migracyjne
  • wskazać priorytetowe strefy do objęcia nową ochroną
  • określić, gdzie ruch drogowy, kłusownictwo lub rolnictwo wyrządzają największe szkody

Bez aktualnej mapy polityka ochrony pozostaje oparta na przestarzałych założeniach. Znalezisko przy autostradzie Pulongxian sugeruje, że gatunek zasiedla znacznie szerszy obszar niż dotychczas przypuszczano — albo że stara populacja przetrwała o wiele dłużej, niż badacze sądzili.

Jak policzyć zwierzę, które niemal nigdy się nie pokazuje?

Nowoczesna inwentaryzacja wymaga znacznie więcej niż spaceru z lornetką. Przyrodnicy coraz chętniej sięgają po metody stworzone z myślą o płochliwych gatunkach:

  • fotopułapki: kamery uruchamiane automatycznie wzdłuż ścieżek i skrajów lasów rejestrują nocne przejścia zwierząt
  • ślady DNA: z odchodów, sierści lub moczu można potwierdzić obecność gatunku na danym terenie
  • czujniki akustyczne: mikrofony rejestrują dźwięki, choć w przypadku zajęcy sprawdzają się gorzej niż przy nietoperzach czy ptakach
  • obserwacje obywatelskie: rolnicy, kierowcy i mieszkańcy mogą zgłaszać ofiary kolizji drogowych oraz nocne spotkania ze zwierzętami

Połączenie tych wszystkich danych daje znacznie dokładniejszy obraz rozmieszczenia gatunku niż klasyczne wizyty terenowe prowadzone wyłącznie przez naukowców.

Co ta historia mówi o innych rzadkich gatunkach

Przypadek zająca hajnańskiego nie jest odosobniony. Na całym świecie regularnie odnajduje się zwierzęta, których nie widziano od dziesięcioleci. Dzieje się tak z małymi antylopami, ptakami śpiewającymi w tropikalnych lasach czy żabami zamieszkującymi górskie tereny. Najczęściej chodzi o szczątkowe populacje balansujące na skraju zagłady, które jednak zdołały przetrwać w odległych zakątkach.

Dla ochrony przyrody ma to podwójny skutek. Z jednej strony pojawiają się nowe możliwości — gatunkowi, który jeszcze żyje, można jeszcze pomóc. Z drugiej strony może to prowadzić do bagatelizowania zagrożeń, gdy decydenci zbyt długo polegają na pojedynczych, optymistycznych doniesieniach zamiast na twardych danych trendowych.

Dla mieszkańców i lokalnych władz Hajnanu sprawa niesie też praktyczną lekcję. Zmiana sposobu koszenia poboczy dróg, ograniczenie polowań w kluczowych strefach i tworzenie małych korytarzy ekologicznych między fragmentami lasów mogą już zrobić odczuwalną różnicę dla gatunku, którego zostało tak niewiele.

Patrząc na tego jednego zająca znalezionego przy autostradzie, widzimy więcej niż wypadek. To zwierzę jest sygnałem wysyłanym przez wyspę w trakcie przemian — miejsce, gdzie ostatnie resztki pierwotnej przyrody trwają czasem w najbardziej zaskakujących zakątkach.

Author

  • Remigiusz Wierzgoń, znany jako Rezigiusz, to popularny polski twórca internetowy i influencer, który dzieli się praktycznymi lifehackami, poradami DIY oraz pomysłami na ułatwienie codziennego życia. Jego treści łączą rozrywkę z użytecznymi wskazówkami, docierając do szerokiej grupy odbiorców zainteresowanych kreatywnymi i praktycznymi rozwiązaniami.

Przewijanie do góry