Azjatycki szerszeń: koszmar pszczelarzy i pszczół
W coraz większej liczbie europejskich krajów azjatyckie szerszenie siją spustoszenie w pasiekach i ogrodach. Jeden pomysłowy pszczelarz postanowił jednak podjąć walkę z tymi drapieżnymi owadami przy użyciu zaskakującej technologii.
Tam, gdzie tradycyjne pułapki i trucizny niemal nie przynoszą efektów, pszczelarz z Alzacji poszedł zupełnie inną drogą. Przyczepia nadajnik do szerszenia, śledzi go na żywo przez telefon i w ten sposób odkrywa ukryte gniazdo. Jedną precyzyjną interwencją eliminuje dziesiątki tysięcy napastników zagrażających jego ulom.
Azjatycki szerszeń, będący inwazyjnym gatunkiem osy, mocno zakorzenił się w ostatnich latach we Francji, Belgii i częściach Holandii. Owad ten poluje bezpośrednio na pszczoły miodne i potrafi w krótkim czasie całkowicie zdezorganizować pasiekę.
Jego metoda łowiecka jest bezwzględna. Robotnice zawisają nieruchomo w powietrzu przed ulem przez długie minuty, czekają aż pszczoła wyfrunie lub wróci, chwytają ją w locie i odcinają głowę. Do gniazda trafia tylko tułów bogaty w białko — reszta spada jak odpad przed ulem.
Dla pszczół to nieustanna strefa wojenna. Brzęczenie kilku szerszeni przed wlotem wywołuje panikę w rodzinie. Coraz mniej pszczół odważa się wylatywać, przez co kolonia praktycznie przestaje zbierać nektar i pyłek. Bez zapasów żywności nie ma szans na przeżycie zimy.
Gdy jedno gniazdo azjatyckich szerszeni zagnieździ się w okolicy, pszczelarz może w jednym sezonie stracić dziesiątki rodzin pszczelich.
Poza stratami dla pszczelarzy, problem dotyka też rolnictwa i przyrody. Mniej pszczół oznacza gorsze zapylanie drzew owocowych, warzyw i dzikich roślin. Walka z azjatyckim szerszeniem wykracza więc daleko poza teren pasieki.
Pszczelarz zostaje tropicielem: polowanie z anteną i smartfonem
Pszczelarz Mathieu Diffort z francuskiego departamentu Haut-Rhin postanowił, że ma już dość. Zamiast bezradnie przyglądać się zniszczeniom, opracował metodę przypominającą niemal film szpiegowski.
Krok 1: złapanie szerszenia i tymczasowe unieruchomienie
Przy ulach ustawia pułapkę, która pozwala schwytać żywego szerszenia bez natychmiastowego zabijania. Następnie ogłusza owada gazem na krótką chwilę, tak by pozostał nieruchomy. Ten krótki stan odrętwienia jest niezbędny do bezpiecznego działania.
Krok 2: mininadajnik na grzbiecie
Na grzbiet szerszenia przykleja maleńki nadajnik — niewielki „plecaczek" emitujący sygnał dźwiękowy. Urządzenie jest na tyle lekkie, że owad może po przebudzeniu normalnie latać i bez przeszkód wraca do własnego gniazda.
Nadajnik wysyła sygnał, który Diffort odbiera za pomocą przenośnej anteny podłączonej do smartfona. Na ekranie widzi, gdzie sygnał się wzmacnia i w którym kierunku powinien podążać.
- Ogłuszony szerszeń otrzymuje przyklejony mininadajnik
- Nadajnik wysyła słyszalny lub widoczny sygnał do telefonu
- Pszczelarz krok po kroku podąża za śladem z anteną w dłoni
- Termiczne lornetki pomagają zlokalizować gniazdo w drzewach lub krzewach
- Gniazdo jest neutralizowane wcześnie w sezonie
Krok 3: namierzenie gniazda kamerą termiczną
Z anteną w ręku podąża za sygnałem — niekiedy przez dziesiątki minut, przez pola, zarośla i sady. Gdy znajdzie się blisko źródła, sięga po lornetkę termowizyjną. Kamera cieplna ukazuje gniazdo jako ciepłą plamę wśród liści lub wysoko w koronie drzewa.
W ten sposób odnajduje przede wszystkim pierwsze, mniejsze gniazda. To właśnie one stanowią klucz do skutecznej walki.
Śledząc jednego szerszenia, pszczelarz odkrywa całą twierdzę, z której wkrótce mogłyby się wywodzić dziesiątki tysięcy osobników.
Dlaczego zniszczenie pierwszego gniazda jest tak skuteczne
Na początku sezonu młode królowe budują małe, tzw. pierwotne gniazdo. Tam rodzą się pierwsze robotnice. Później latem przenoszą się do większych, wtórnych gniazd, które mogą osiągnąć rozmiary dużej piłki.
W tym pierwszym, małym gnieździe tkwi źródło całej plagi. Królowe powstałe późną jesienią wylatują i rok później zakładają nowe kolonie. Usuwając to wczesne gniazdo, odcina się problem u samego korzenia.
Tak wczesna interwencja może zapobiec ogromnym liczebnie inwazjom:
- w jednym wtórnym gnieździe może rozwinąć się kilkadziesiąt tysięcy szerszeni
- każde gniazdo wydaje kilka młodych królowych
- te królowe rok później zakładają nowe gniazda w okolicy
Kto odnajdzie gniazdo pierwotne zanim nowe królowe wylecą, zapobiega efektowi kuli śniegowej w całym regionie. Dla okolicznych pszczelarzy oznacza to niewyobrażalne ograniczenie stresu i śmiertelności pszczół.
Jak skuteczna jest ta zaawansowana metoda w praktyce?
Pszczelarze pracujący z podobnymi technikami donoszą, że jedno skutecznie zlokalizowane gniazdo przynosi natychmiastową ulgę wokół uli. Mniej szerszeni przed wlotem oznacza, że pszczoły znów swobodnie wylatują i przynoszą pożywienie.
Metoda ta wymaga jednak czasu, nakładów finansowych i pewnej sprawności technicznej. Nie każdy hobbystyczny pszczelarz posiada lornetkę termiczną ani ochotę na kilkugodzinne wędrówki z anteną po lesie. W regionach z dużą liczbą gniazd współpracuje się więc często ze służbami zwalczania szkodników lub lokalnymi władzami.
Im wcześniej w sezonie zostanie odnalezione gniazdo pierwotne, tym większy wpływ na całkowitą liczebność szerszeni w okolicy.
Zagrożenia i ważne uwagi dotyczące zwalczania
Praca z szerszeniami jest nadal ryzykowna. Owady zaciekle bronią swojego gniazda, a wielokrotne użądlenia mogą być niebezpieczne dla człowieka — szczególnie dla alergików. Dlatego Diffort i jego koledzy pracują w odzieży ochronnej i zachowują bezpieczną odległość podczas niszczenia gniazda.
Istotna jest też kwestia innych owadów. Wiele tradycyjnych pułapek wabi również pożyteczne gatunki, takie jak rodzime osy czy bzygi. Metoda z nadajnikiem jest znacznie bardziej selektywna — najpierw weryfikuje się, czy naprawdę mamy do czynienia z azjatyckim szerszeniem, a dopiero potem zakłada się nadajnik.
Co to oznacza dla Polski i krajów sąsiednich
Azjatycki szerszeń stopniowo poszerza swój zasięg w kierunku północnej Europy. We Flandrii i częściach Holandii gniazda są już regularnie zgłaszane. Lokalne związki pszczelarskie tworzą punkty zgłoszeń i szkolą wolontariuszy w rozpoznawaniu tego gatunku.
Metody takie jak ta opracowana przez Diffiorta mogą posłużyć jako wzór do naśladowania. Na terenach gęsto zaludnionych z licznymi pasiekami opłaca się aktywnie tropić gniazda wczesną wiosną, zamiast desperacko odpędzać szerszenie od uli w późniejszym sezonie.
Praktyczne wskazówki dla właścicieli ogrodów i miłośników pszczół
Nawet osoby niebędące pszczelarzami mogą pomóc zmniejszyć presję na pszczoły. Oto kilka praktycznych rad:
- Zgłaszaj podejrzane duże papierowe gniazda do gminy lub związku pszczelarskiego
- Powierz zwalczanie profesjonalistom — nie próbuj samodzielnie rąbać ani palić gniazd
- Zakładaj gęste siatki lub osłony wiatrowe wokół uli, by utrudnić szerszeniom zawisanie przed wlotem
- Sadź w ogrodzie rośliny miododajne, by zapewnić pszczołom wystarczającą ilość pożywienia
Walka z azjatyckim szerszeniem wymaga połączenia technologii, współpracy i zdrowego rozsądku. Zaawansowane narzędzia takie jak nadajniki i kamery termiczne dają pszczelarzom niespodziewanie skuteczną broń, jednak sukces zależy od terminowego działania i dobrej znajomości gatunku.
Dla osób pracujących z pszczołami warto zgłębić różnicę między rodzimym szerszeniem europejskim a jego inwazyjnym odpowiednikiem. Szerszeń europejski poluje wprawdzie na owady, ale rzadko stanowi poważne zagrożenie dla rodzin pszczelich. Ukierunkowane zwalczanie powinno być więc stosowane wobec właściwego gatunku, we właściwym czasie i metodami minimalizującymi szkody dla innych owadów.













