Dlaczego niektórzy siedemdziesięciolatkowie wyglądają jak trzydziestolatkowie?
Czemu pewni ludzie w wieku 70 lat wyglądają i czują się jak trzydziestolatkowie? Eksperci od długowieczności dostrzegają zaskakujący wzorzec, który ma niewiele wspólnego z drogimi kremami czy idealnymi genami.
Coraz większa grupa badaczy zajmujących się długowiecznością odwraca uwagę od krokomierzy i suplementów diety. Okazuje się, że osoby starzejące się wolniej mają przede wszystkim zupełnie inne podejście do czasu — mniej gonią za jutrem, a bardziej zanurzają się w tym, co dzieje się teraz.
Dlaczego jeden sześćdziesięciolatek ma ciało pięćdziesięciolatka, a inny siedemdziesięciolatka
Lekarze od dawna rozróżniają wiek kalendarzowy od biologicznego. Dwie osoby mogą mieć na papierze te same 60 lat, podczas gdy jedna z nich posiada naczynia krwionośne, mózg i DNA typowe dla pięćdziesięciolatka, a druga wykazuje cechy charakterystyczne dla osoby w wieku siedemdziesięciu lat.
Wiek biologiczny zależy od wielu czynników: genów, środowiska, diety, aktywności fizycznej, jakości powietrza, a przede wszystkim od przewlekłego, cichego stanu zapalnego w organizmie. Ten ostatni działa niczym rdza — powoli, niewidocznie, lecz z ogromnym skutkiem.
Badacze procesu starzenia dodają teraz do tej listy mniej namacalny, choć mierzalny czynnik: sposób, w jaki dana osoba patrzy w przyszłość. W badaniu przeprowadzonym na ponad siedmiuset kobietach w okolicach pięćdziesiątego roku życia naukowcy zaobserwowali wyraźną zależność. Im silniejszy lęk przed starzeniem się — zwłaszcza strach przed utratą zdrowia i samodzielności — tym „starsze" epigenetyczne markery widoczne w ich DNA. Ich komórki zdawały się biec przez czas szybciej niż wskazywał paszport.
Sposób, w jaki ktoś postrzega pozostały czas życia, dosłownie pozostawia ślady w ciele.
Nie oznacza to, że pozytywne nastawienie usuwa zmarszczki. Oznacza jednak, że chroniczny niepokój związany ze starzeniem się idzie w parze ze szybszym biologicznym zużyciem organizmu.
Cichy sekret osób, które starzeją się powoli
Co zatem wyróżnia grupę ludzi, którzy starzeją się wyjątkowo wolno? Według różnych badań łączy ich szczególna relacja z czasem — przeżywają wiele chwil, w których całkowicie pochłania ich jakaś czynność i zapominają o zegarze.
Rola „flow": zatopienie się w tym, co robisz
Węgiersko-amerykański psycholog Mihaly Csikszentmihalyi opisał to jako stan flow. To uczucie tak głębokiego skupienia na czymś, że tymczasowo tracisz poczucie siebie i upływającego czasu. Żadnego nieustannego wielozadaniowości, żadnych myśli błądzących ku temu, co jeszcze trzeba zrobić — tylko pełna uwaga skierowana na jedną rzecz.
Badania przytaczane w czasopiśmie Social Sciences łączą tego rodzaju głębokie zaangażowanie ze zdrowym starzeniem się. Osoby, które nawet w późniejszym wieku regularnie wchodzą w stan flow, utrzymują rodzaj dynamicznej równowagi między umiejętnościami a wyzwaniem: coś jest właśnie na tyle trudne, by pozostawać interesującym, ale nie tak trudne, by generować wyłącznie stres.
- Brak flow: nuda, poczucie, że dni zlewają się w jedno
- Zbyt mało wyzwań: rutyna, niewiele nowych wspomnień
- Zbyt dużo wyzwań: ciągłe napięcie, ryzyko wyczerpania
- Regularny flow: czas mija błyskawicznie, ale pozostawia wyraziste, trwałe wspomnienia
Osoby starzejące się powoli wydają się znacznie częściej trafiać do tej ostatniej kategorii. Zagłębiają się w dobrą książkę, zapominają o telefonie podczas wciągającej partii szachów albo tak bardzo pochłania je gotowanie nowego dania, że patrzą na zegar dopiero przy sprzątaniu ze stołu.
Mniej zgiełku, głębsze relacje
Psycholog Laura Carstensen ze Uniwersytetu Stanforda pokazuje, jak zmienia się odczuwanie czasu, gdy ludzie zaczynają postrzegać swoje pozostałe lata jako ograniczone. Wielu starszych ludzi wybiera mniejszą liczbę kontaktów społecznych, ale za to inwestuje więcej w tych, z którymi czują się naprawdę związani. Częściej też przedkładają działania o emocjonalnym znaczeniu nad ciągłe szukanie czegoś nowego tylko dlatego, że „mogą".
Ta grupa ostatecznie zgłasza mniej negatywnych emocji niż młodzi dorośli — mimo fizycznych ograniczeń. Podobny wzorzec widoczny jest u młodszych osób, które przeżyły poważną chorobę. Oni również zaczynają wcześniej selekcjonować: kto zabiera energię, kto ją daje, która aktywność jest naprawdę warta zachodu.
Osoby starzejące się wolno uruchamiają ten wewnętrzny filtr już wcześnie w życiu — mniej szumu, więcej chwil, które naprawdę mają znaczenie.
Jak inne podejście do czasu uspokaja ciało od środka
Amerykańska psycholog Carol Ryff wyróżnia dwa rodzaje dobrostanu. Z jednej strony krótkotrwała przyjemność: komfort, relaks, udany zakup. Z drugiej strony to, co nazywa dobrostanem eudajmonicznym — poczucie, że życie ma jakiś sens, że się rozwijasz, wnosisz coś wartościowego i odgrywasz ważną rolę.
Długoterminowe badania przeprowadzone na tysiącach osób pokazują, że to właśnie ten drugi rodzaj dobrostanu wiąże się ze spokojniejszym funkcjonowaniem organizmu. Uczestnicy, którzy wysoko oceniali własne poczucie sensu i rozwoju osobistego, mieli przeciętnie:
- niższe poziomy kortyzolu — hormonu stresu odpowiedzialnego za przyspieszone starzenie się komórek
- mniej markerów przewlekłego stanu zapalnego we krwi
- lepsze wyniki w testach mierzących biologiczny wiek tkanek
To nie przypadek. Kiedy człowiek czuje, że jego czas jest dobrze wypełniony i znaczący, układ nerwowy pracuje spokojniej. A spokojniejszy układ nerwowy oznacza mniej hormonów stresu krążących we krwi, mniej stanów zapalnych i wolniejsze tempo biologicznego starzenia się.













