Były bankier zostaje piekarzem i hoduje mączniki przeciwko marnowaniu żywności

Z garnituru w fartuch: jak były bankier zamienił finanse na chleb i insekty

W odległej wiosce w północnej Francji pewien były bankier zbudował zaskakujące gospodarstwo-piekarnię, gdzie chleb i insekty wzajemnie się uzupełniają.

Tam, gdzie kiedyś rządziły teczki z dokumentami i arkusze kalkulacyjne, dziś wszystko kręci się wokół pieców opałowych, starych odmian zbóż i… pojemników pełnych skrzeczących mączników. Na swoim mieszanym gospodarstwie Fabien Billette szuka pragmatycznej odpowiedzi na dwa wielkie pytania: jak piec lepszy chleb i co zrobić ze wszystkimi odpadami, które przy tym powstają?

Skok z biura na pole: odważna zmiana życia

Fabien Billette przez wiele lat pracował w sektorze bankowym jako specjalista od zarządzania karierą. Dobre zarobki, schludne biura, klimatyzacja, spotkania — klasyczna historia. Coś jednak nie dawało mu spokoju. Chciał widzieć namacalne efekty swojej pracy, więcej przebywać na świeżym powietrzu i tworzyć prawdziwe produkty zamiast operować cyframi.

W 2020 roku postawił krzyżyk na karierze w bankowości i w miejscowości Bignicourt-sur-Saulx w departamencie Marne założył własne mieszane gospodarstwo — La Ferme des Vignottes. Uprawia tam zboże, sam miele mąkę i wypieka chleb w piecu opalanym drewnem. Żadnego przemysłowego pieczywa — tylko chleby na zakwasie i ekologiczne brioszki ze starych odmian pszenicy.

Gospoda­ruje na około 20 hektarach ziemi, częściowo własnej, częściowo dzierżawionej. Zboże trafia do jego młyna, mąka staje się chlebem, pizzą i słodkimi wypiekami. Sprzedaje głównie lokalnie, w ramach krótkich łańcuchów dostaw w okolicach Vitry-le-François. Jego klientela to w dużej mierze osoby z wrażliwym układem pokarmowym.

Billette skupia się na ludziach, którzy mają trudności ze zwykłym supermarketowym chlebem i szukają delikatniejszych, lepiej przyswajalnych produktów.

Używając starych odmian zbóż, długich czasów wyrastania i naturalnego zakwasu, celuje w pieczywo mniej obciążające trawienie. Wpisuje się to w szerszy trend — konsumenci coraz częściej chcą wiedzieć, skąd pochodzi ich jedzenie i jak wpływa na organizm.

Problem górą otrębów: odpad czy surowiec?

Posiadanie własnego młyna oznacza, że ze zboża powstaje nie tylko mąka, ale też duże ilości otrębów pszenicznych — łusek otaczających ziarno. W przemyśle trafiają one zazwyczaj jako niskogatunkowa pasza lub lądują w kontenerze na śmieci. W małym gospodarstwie takie odpady szybko się nawarstwiają.

Billette zastanawiał się, co zrobić z tym górą zbożowych resztek. Najpierw próbował hodować boczniaki na otrębách. Okazało się to technicznie wykonalne, ale w praktyce przynosiło zbyt marne efekty. Plony, nakład pracy i ryzyko nie układały się w opłacalną całość.

Szukał więc prostszego, bardziej odpornego systemu, w którym jego produkt uboczny zostanie w pełni zagospodarowany. Te poszukiwania doprowadziły go do stworzenia, które coraz częściej pojawia się w kręgach zrównoważonego rolnictwa i żywności — do mącznika młynarka.

Mączniki jako cisi pracownicy na podwórku

Mączniki to larwy chrząszcza Tenebrio molitor. Od 2021 roku w Unii Europejskiej można je oficjalnie stosować jako nową żywność — zarówno dla zwierząt, jak i — pod pewnymi warunkami — dla ludzi. Są bogate w białko i wymagają niewiele miejsca oraz wody.

Dla Billette'a okazały się dokładnie brakującym ogniwem w jego cyrkulacyjnej układance:

  • chętnie jedzą otręby pszenne;
  • szybko rosną — w ciągu 8 do 15 tygodni;
  • dostarczają skoncentrowanego źródła białka dla zwierząt;
  • można je hodować stosunkowo łatwo przy ograniczonej inwestycji.

W praktyce wygląda to mniej futurystycznie, niż brzmi. W rogu jego podwórka stoją stosy pojemników wypełnionych warstwą otrębów. Dla nawilżenia i dostarczenia witamin dorzuca do nich niesprzedane ekologiczne warzywa i owoce z pobliskiego sklepu bio. Jaja rozwijają się w larwy długości około 2 do 3 centymetrów.

Instalacja jest celowo prosta: żadnych zaawansowanych komór klimatycznych — tylko pojemniki i skrzynki w pomieszczeniu z odpowiednią wentylacją i czystymi warunkami. Billette regularnie sortuje zawartość, dokładnie czyści niebieskie skrzynki i w ten sposób pilnuje higieny.

Przy tej skromnej konfiguracji uzyskuje już około dziesięciu kilogramów mączników tygodniowo, żywionych w większości materiałem, który w innym przypadku uznano by za odpad.

Nowe źródło białka dla kur, gadów, a nawet mrówek

Część zbiorów pozostaje w gospodarstwie. Kury dostają mączniki jako przekąskę bogatą w białko, co wzbogaca ich dietę i może przekładać się na jakość jaj. Owady są zresztą naturalnym składnikiem diety kur, więc zwierzęta reagują na nie z entuzjazmem.

Resztę sprzedaje prywatnym miłośnikom zwierząt — właścicielom egzotycznych ptaków, gadów i innych tak zwanych we Francji „nowych zwierząt domowych". Jeden z klientów zamawia insekty nawet dla swojej kolonii mrówek.

Przy zawartości białka przekraczającej często 60 procent mączniki są interesujące również dla większych sektorów hodowlanych — takich jak chlewnie czy fermy drobiu — szukających lokalnych źródeł białka. Import soi z Ameryki Południowej od lat budzi kontrowersje, a insekty mogą przejąć część tej roli.

Jak wkomponować mączniki w cyrkulacyjny system żywności

Podejście Billette'a pokazuje, jak małe stworzenie może stać się węzłem w zamkniętym obiegu na podwórku:

  • Uprawa zbóż: na 20 hektarach uprawia pszenicę, częściowo stare odmiany.
  • Młyn: zboże jest mielone na mąkę i otręby.
  • Piekarnia: z mąki powstaje chleb na zakwasie, brioszki i pizze.
  • Strumień odpadów: otręby i niesprzedane warzywa oraz owoce stanowią paszę dla mączników.
  • Produkcja białka: mączniki wyrastają w skoncentrowane źródło białka.
  • Powrót do gospodarstwa: insekty trafiają częściowo do kurnika, częściowo do klientów posiadających zwierzęta.

Powstaje w ten sposób system, w którym prawie nic się nie marnuje, a każdy produkt uboczny zyskuje możliwie największą wartość. Dla rolników otwiera to szansę na nowe źródła dochodów, a jednocześnie na uniezależnienie się od zewnętrznych pasz i nawozów sztucznych.

Czego polscy piekarze i rolnicy mogą się z tego nauczyć

Choć ta historia rozgrywa się we Francji, dotyka dyskusji aktualnych również w Polsce. Wielu rzemieślniczych młynarzy i piekarzy szuka sposobów na mądre zagospodarowanie produktów ubocznych. Jednocześnie rośnie zainteresowanie krótkimi łańcuchami dostaw, lokalnym białkiem i ograniczaniem marnotrawstwa.

Nie każde przedsiębiorstwo od razu postawi pojemniki z owadami, ale zasada jest szerzej stosowalna — warto przemyśleć każdy „odpad" i zastanowić się, czy nie może być surowcem dla kolejnej działalności. Możliwości jest wiele:

  • młóto browarnicze z browarów (na paszę, chleb lub przekąski);
  • obierki warzywne (na bulion, fermentację lub paszę);
  • owoce niespełniające norm wizualnych (na dżem, kompot lub suszenie);
  • fusie kawowe (do uprawy grzybów).

Mączniki wpisują się w tę samą logikę, choć wymagają uwagi w zakresie przepisów, higieny i zdrowia zwierząt. W UE obowiązują surowe zasady dotyczące tego, czym można karmić insekty i jak należy je przetwarzać — szczególnie gdy trafiają do łańcucha żywnościowego człowieka lub zwierząt hodowlanych.

Czy zjadłbyś mączniki do swojego chleba?

W Polsce krok ku owadom na talerzu wciąż bywa przyjmowany z grymasem, choć na rynku dostępne są już przekąski i zamienniki mięsa z dodatkiem insektów. Często trudno je wyczuć, bo mąka jest mieszana z burgerami, batonami lub makaronem.

W gospodarstwie Billette'a nacisk spoczywa na razie na żywieniu zwierząt. Jednak jego projekt można postrzegać jako poligon doświadczalny dla przyszłości, w której insekty staną się normalnym składnikiem naszej diety. Szczególnie gdy surowce będą coraz rzadsze, a presja na grunty rolne będzie rosła, takie alternatywy znów trafią na pierwszy plan.

Dla tych, którzy już teraz chcą spróbować czegoś z mącznikami w domu, jest kilka praktycznych możliwości: mogą służyć jako przysmak dla kur na podwórku, pasza dla zwierząt akwariowych lub terraryjnych, a nawet — jeśli pochodzą od certyfikowanego producenta — jako element zrównoważonego menu. Warto jednak zawsze zwracać uwagę na pochodzenie, higienę i sposób przechowywania, tak samo jak w przypadku mięsa czy ryb.

Historia byłego bankiera, który dziś stoi między bochenkami chleba a pojemnikami z owadami, pokazuje przede wszystkim, jak szybko może się odmienić ludzka droga zawodowa, gdy ktoś wybiera lokalne, namacalne zajęcie. Jego projekt ilustruje, jak rzemiosło, rolnictwo i innowacyjne źródła białka mogą się wzajemnie wzmacniać — bez wielkich fabryk i skomplikowanych technologii, za to z dużą dawką pomysłowości i odwagi, by robić rzeczy inaczej.

Author

  • Remigiusz Wierzgoń, znany jako Rezigiusz, to popularny polski twórca internetowy i influencer, który dzieli się praktycznymi lifehackami, poradami DIY oraz pomysłami na ułatwienie codziennego życia. Jego treści łączą rozrywkę z użytecznymi wskazówkami, docierając do szerokiej grupy odbiorców zainteresowanych kreatywnymi i praktycznymi rozwiązaniami.

Przewijanie do góry