Duński dawca nasienia z rzadką mutacją genetyczną – blisko 200 dzieci dotkniętych problemem

Duński dawca nasienia pomógł setkom par spełnić marzenie o dziecku – lecz lata później u kilkorga dzieci wykryto poważne nowotwory.

Jak doszło do tej sprawy w Danii

To, co zaczęło się jako medyczny sukces, przerodziło się w jeden z najbardziej kontrowersyjnych skandali w historii duńskiej medycyny rozrodu. Anonimowy dawca współpracujący z dużym europejskim bankiem spermy nosił rzadką mutację w kluczowym genie odpowiedzialnym za ochronę organizmu przed nowotworami. Z jego nasienia urodziło się niemal 200 dzieci – a u niektórych z nich rak pojawił się już we wczesnym dzieciństwie.

W latach 2006–2022 dawca figurujący w dokumentach pod pseudonimem „Kjeld" regularnie oddawał próbki do dużego banku nasienia. Tego rodzaju placówki zaopatrują kliniki leczenia niepłodności na całym świecie – w tym przypadku próbki trafiły do 67 klinik w 14 krajach. Co najmniej 197 dzieci zostało poczętych z jego udziałem, z czego blisko 100 urodziło się w samej Danii.

Dla wielu par była to jedyna szansa na własne dziecko. Dopiero po latach zaczęły pojawiać się niepokojące sygnały: kilkoro dzieci poczętych dzięki temu dawcy zachorowało na nowotwory.

W kwietniu 2020 roku jedna z klinik zgłosiła bankowi nasienia, że u dziecka z diagnozą onkologiczną wykryto jednocześnie charakterystyczną zmianę genetyczną. Początkowo wyglądało to na odosobniony przypadek. Trzy lata później napłynęło kolejne zgłoszenie – znów chore na raka dziecko, znów z identyczną mutacją. Dopiero wtedy poddano próbki dawcy kompleksowej analizie genetycznej.

Retrospektywne badania wykazały jednoznacznie: dawca nosił rzadką mutację w genie TP53 – centralnym mechanizmie obronnym organizmu przed nowotworami.

TP53 – strażnik genomu

Gen TP53 pełni w każdej komórce ciała rolę swoistego „ochroniarza". Dostarcza instrukcji do produkcji białka p53, które sprawdza, czy materiał genetyczny komórki jest nienaruszony, zanim dojdzie do jej podziału. Gdy p53 wykryje uszkodzenia DNA, natychmiast blokuje ten proces.

W takiej sytuacji możliwe są dwa scenariusze:

  • Komórka naprawia uszkodzony materiał genetyczny.
  • Komórka uruchamia program samozniszczenia i obumiera.

Właśnie dzięki temu mechanizmowi p53 zapobiega niekontrolowanemu namnażaniu się komórek z defektywnym DNA, które mogłyby przerodzić się w guzy nowotworowe. Dlatego specjaliści określają p53 mianem „strażnika genomu".

Gdy gen TP53 ulega mutacji, organizm przestaje produkować sprawne białko p53. Ochrona zostaje częściowo lub całkowicie wyłączona, a uszkodzone komórki znacznie łatwiej rozwijają się w kierunku nowotworu. Tego rodzaju zmiany wiążą się z wieloma typami raka, w tym z rzadkimi nowotworami pojawiającymi się już u małych dzieci.

Dlaczego sam dawca pozostał zdrowy

W przypadku duńskiego dawcy nie chodziło o klasyczną chorobę dziedziczną obecną we wszystkich komórkach ciała. Według europejskiego banku nasienia stwierdzono u niego mutację mozaikową. Oznacza to, że jedynie część jego komórek rozrodczych nosiła tę zmianę w genie TP53 – reszta organizmu pozostała niezmieniona. Dlatego mężczyzna sam nie wykazywał żadnych objawów chorobowych.

Zupełnie inaczej wygląda sytuacja dzieci, które powstały właśnie z tych zmienionych komórek rozrodczych. Odziedziczyły mutację w każdej pojedynczej komórce ciała. Od urodzenia niosą zatem znacznie wyższe ryzyko zachorowania na określone typy nowotworów – często już w dzieciństwie.

Nie wiadomo, ile spośród blisko 197 dzieci faktycznie odziedziczyło tę mutację. Część zachorowała na raka, inne są zdrowe. Niektóre z nich prawdopodobnie są nosicielami mutacji, nie wykazując jeszcze żadnych objawów. Wiele rodzin żyje teraz w ogromnej niepewności co do przyszłości.

Jak mutacja mogła pozostać niewykryta?

Zanim mężczyzna zostaje zakwalifikowany jako dawca nasienia, przechodzi zazwyczaj dość rygorystyczne badania przesiewowe. Testuje się go pod kątem chorób przenoszonych drogą płciową, infekcji, chorób dziedzicznych i podstawowych nieprawidłowości genetycznych. Jednak ten przypadek obnażył wyraźną lukę w systemie: mutacje mozaikowe w nasieniu bardzo często umykają standardowym testom.

Mutacja genu TP53 występowała tylko w części plemników. Klasyczne badania krwi ani proste testy genetyczne zazwyczaj tego nie wykrywają. Niezbędne byłyby znacznie bardziej zaawansowane i kosztowne analizy, uwzględniające szczegółowe badanie komórek rozrodczych.

Ten przypadek jasno pokazuje, że obecne metody diagnostyczne nie są w stanie wykryć każdej rzadkiej zmiany genetycznej w nasieniu – zwłaszcza gdy sam dawca pozostaje zdrowy.

Co ta sprawa oznacza dla banków nasienia na całym świecie

Specjaliści medycyny rozrodu i bioetyki intensywnie dyskutują teraz o tym, jak daleko powinna sięgać odpowiedzialność prewencyjna. Banki nasienia stają przed kilkoma trudnymi pytaniami natury praktycznej i moralnej:

  • Jak szczegółowe powinny być testy genetyczne dawców? Szersze badania zwiększają bezpieczeństwo, ale znacząco podnoszą koszty.
  • Ile dzieci może pochodzić od jednego dawcy? Im większa ich liczba, tym poważniejsze konsekwencje w razie ujawnienia się problemu genetycznego.
  • Jak informować dotknięte rodziny? Szczególnie trudno dotrzeć do dzieci urodzonych w innych krajach.
  • Kto ponosi odpowiedzialność za skutki ujawnione po latach? Bank nasienia, kliniki, dawca – czy nikt jednoznacznie?

W niektórych krajach obowiązują już limity dotyczące liczby dzieci, jakie mogą pochodzić od jednego dawcy. Duński przypadek z pewnością rozbudzi tę debatę na nowo. Coraz głośniej mówi się też o potrzebie stworzenia międzynarodowego systemu zgłaszania nieprawidłowości: jeśli w jednym kraju wykryje się genetyczną anomalię, kliniki w pozostałych państwach powinny niezwłocznie otrzymać tę informację.

Niepewna przyszłość dzieci i ich rodzin

Dla dotkniętych rodzin sprawa dawno przestała być kwestią statystyki czy etyki abstrakcyjnej – chodzi o bardzo konkretne decyzje życiowe. Dzieci z mutacją TP53 muszą często przez długie lata poddawać się regularnym, szczegółowym badaniom kontrolnym, by jak najwcześniej wykryć ewentualne guzy. Niektórzy rodzice stają przed pytaniem, czy przeprowadzić dodatkowe testy genetyczne u pozostałych członków rodziny.

Dochodzi do tego ogromne obciążenie psychiczne. Wiele par przez długie lata walczyło o dziecko i świadomie zdecydowało się na skorzystanie z banku nasienia. Teraz dowiadują się, że właśnie ta decyzja naraziła ich dziecko na podwyższone ryzyko zachorowania na raka. Zaufanie do medycyny rozrodu zostaje w ten sposób poważnie nadszarpnięte.

Jak przebiega dawstwo nasienia w Europie

Dawstwo nasienia jest w wielu europejskich krajach uregulowane prawnie i szeroko stosowane. Standardowy przebieg procedury wygląda następująco:

  • Wstępne badanie dawcy: wywiad lekarski, badanie fizykalne, testy krwi i nasienia.
  • Badania w kierunku infekcji: testy na HIV, wirusowe zapalenie wątroby, kiłę i inne choroby zakaźne.
  • Podstawowa diagnostyka genetyczna: analiza pod kątem częstych chorób dziedzicznych, m.in. zaburzeń metabolicznych i chorób krwi.
  • Kwarantanna próbek: nasienie jest mrożone i przekazywane do użytku dopiero po ponownych badaniach.
  • Dystrybucja do klinik: centra leczenia niepłodności wykorzystują próbki do zapłodnienia in vitro i innych procedur wspomaganego rozrodu.

Dopiero w ostatnich latach stopniowo wprowadza się szerszą diagnostykę genomową. Pozwala ona wykryć znacznie więcej nieprawidłowości, jest jednak kosztowna i nie wszędzie stanowi standard.

Co powinny wiedzieć pary starające się o dziecko

Osoby rozważające leczenie z użyciem nasienia dawcy mogą aktywnie dopytywać, jak rygorystyczne testy stosuje dany bank nasienia. Niektóre placówki oferują rozszerzone badania genetyczne, inne trzymają się jedynie minimalnych wymogów. Warto zadać konkretne pytania:

  • Jakie badania genetyczne są obowiązkowe, a jakie dobrowolne?
  • Ile dzieci może maksymalnie pochodzić od jednego dawcy?
  • Czy istnieje system powiadamiania rodzin w razie późniejszego wykrycia nieprawidłowości genetycznej?

Żadna procedura medyczna nie eliminuje całkowicie ryzyka – nawet u biologicznych rodziców mogą spontanicznie pojawić się nowe mutacje. Jednak przejrzyste informacje ze strony klinik pozwalają parom podejmować świadome decyzje. I właśnie pod tym kątem medycyna rozrodu będzie musiała się zmierzyć z konsekwencjami duńskiego przypadku.

Author

  • Remigiusz Wierzgoń, znany jako Rezigiusz, to popularny polski twórca internetowy i influencer, który dzieli się praktycznymi lifehackami, poradami DIY oraz pomysłami na ułatwienie codziennego życia. Jego treści łączą rozrywkę z użytecznymi wskazówkami, docierając do szerokiej grupy odbiorców zainteresowanych kreatywnymi i praktycznymi rozwiązaniami.

Przewijanie do góry