Nowy superkontynent całkowicie zmieni mapę świata
Geolodzy kreślą obraz Ziemi, który niemal nie ma nic wspólnego z naszą dzisiejszą planetą. Oceany się zamykają, kontynenty zderzają się ze sobą, a w ich miejscu powstaje gigantyczny superkontynent. Francja, leżąca dziś na obrzeżach Eurazji, znalazłaby się w tym scenariuszu w jednym z najbardziej strategicznych miejsc na planecie – w samym centrum wyjątkowej sytuacji klimatycznej i geologicznej.
Większość ludzi traktuje obecne rozmieszczenie kontynentów jako coś oczywistego. Europa tu, Ameryka tam, Afryka poniżej – i tyle. Z geologicznego punktu widzenia ta konfiguracja to jednak tylko chwilowy stan. Skorupa ziemska składa się z kilku dużych płyt, które nieustannie – choć niezwykle powoli – przemieszczają się.
Około 200 milionów lat temu niemal cały ląd skupiony był w jednym superkontynencie: Pangei. Rozpad tej ogromnej masy lądowej doprowadził później do powstania Atlantyku, Oceanu Indyjskiego i dzisiejszego rozmieszczenia kontynentów. Ten proces trwa nadal. Na odległą przyszłość naukowcy przewidują ponowne zbliżenie się dzisiejszych lądów do siebie.
Za około 250 milionów lat niemal cały ląd mógłby zlać się w jeden jedyny superkontynent – naukowcy nazywają go „Pangea Ultima".
Według obliczeń geologów Atlantyk będzie stopniowo się zamykał. Ameryka Północna i Południowa zbliżają się do Europy i Afryki. Jednocześnie Afryka przesuwa się coraz bardziej na północ. Efekt końcowy: obecne kontynenty zderzają się ze sobą, morza ulegają ściśnięciu lub znikają całkowicie.
Jak może wyglądać Pangea Ultima
Wizja tej odległej Ziemi brzmi jak scenariusz science fiction, ale opiera się na dobrze znanych mechanizmach tektoniki płyt. W symulacjach zachodzi między innymi:
- Atlantyk znika, ponieważ obie Ameryki przysuwają się do Europy i Afryki.
- Ocean Indyjski przekształca się w w dużej mierze zamknięte morze śródlądowe.
- Grenlandia łączy się z Kanadą i zlewa z północnoamerykańską masą lądową.
- Wyspy karaibskie, takie jak Kuba, stają się częścią kontynentu północnoamerykańskiego.
- Azja Wschodnia zacieśnia się: Korea zostaje wciśnięta między Chiny a Japonię.
Linie brzegowe, które znamy dzisiaj, byłyby już tylko wiedzą geologiczną. Na nowych strefach kolizji powstawałyby pasma górskie, a stare dna oceaniczne wchłaniałby płaszcz ziemski. Na zdjęciach satelitarnych Ziemia wyglądałaby jak ogromna, niemal jednolita plama lądu otoczona globalnym oceanem.
Francja wędruje na północ – i w kierunku Afryki
Pośród tej potężnej transformacji przemieszcza się również Europa. Aktualne modele sugerują, że Europa Zachodnia będzie stopniowo przesuwać się ku północy. Francja, leżąca dziś w umiarkowanych szerokościach geograficznych, mogłaby wędrować w kierunku koła podbiegunowego.
Jednocześnie zamykałoby się Morze Śródziemne. Dzieje się tak dlatego, że Afryka przesuwa się w stronę Europy i ściska ten akwen, aż w dużej mierze znika. Geolodzy znają już ten proces w mniejszej skali z przeszłości: obszar śródziemnomorski unosi się już dziś w wyniku kolizji płyty afrykańskiej z eurazjatycką, co objawia się trzęsieniami ziemi i wulkanizmem.
Za kilkaset milionów lat Francja mogłaby bezpośrednio graniczyć z zupełnie nowymi sąsiadami: zamiast Morza Śródziemnego między Marsylią a Algierem pojawiłyby się części Afryki Północnej.
W odtworzonej wizji świata kraje takie jak Maroko, Algieria czy Tunezja leżałyby znacznie bliżej dzisiejszych obszarów Francji, Hiszpanii i Portugalii. Możliwy byłby zwarty pas łączący regiony zachodnioeuropejskie z północnoafrykańskimi – bez dzisiejszej morskiej granicy między nimi.
Z marginesu na węzeł komunikacyjny
Z geostrategicznego punktu widzenia ta pozycja byłaby wyjątkowo interesująca. Francja znajdowałaby się na skrzyżowaniu:
- dalekiej północy, włącznie z przyszłymi regionami polarnymi,
- dawnego centrum Europy,
- oraz rozległych obszarów Afryki Północnej.
To, co dziś oddzielają morza, połączyłoby się wtedy w jedno potężne połączenie lądowe. Szlaki komunikacyjne, ruchy migracyjne, rozmieszczenie zasobów wodnych i surowców – wszystko skupiałoby się wokół tych nowych centralnych stref superkontynentu.
Ekstremalne upały i wulkany: Pangea Ultima będzie trudnym miejscem
Procesy tektoniczne nie pozostaną bez konsekwencji dla klimatu i warunków życia. Aktualne badania naukowe opublikowane w specjalistycznym piśmie kreślą dramatyczny obraz większości obszarów superkontynentu. Gdy tak wiele lądu skupia się w jednym miejscu, prądy powietrzne i morskie ulegają ogromnym zmianom.
Modele wskazują na bardzo wysokie średnie temperatury na rozległych obszarach. Duże części superkontynentu mogłyby przeciętnie przekraczać 40 stopni Celsjusza. Do tego dochodzi jeszcze jeden czynnik: za kilkaset milionów lat Słońce będzie prawdopodobnie nieco silniejsze. Naukowcy szacują około 2,5 procent więcej mocy promieniowania niż obecnie.
Pojawi się jeszcze jeden istotny element:
Połączenie kontynentów wiązałoby się z intensywną aktywnością wulkaniczną, która mogłaby wyrzucić do atmosfery ogromne ilości CO₂.
Wulkanizm regularnie towarzyszy kolizjom płyt. Wybuchy lawy, gigantyczne komory magmowe i długotrwałe erupcje zwiększają emisję gazów cieplarnianych. Taki wzrost CO₂ znacznie nasila efekt cieplarniany. Połączenie superkontynentu, większej energii słonecznej i wulkanów rozgrzałoby klimat i wysuszyło rozległe regiony.
Zagrożenie dla ssaków – w tym ewentualnych następców człowieka
W takich warunkach złożone zwierzęta lądowe napotkałyby poważne trudności. Ssaki potrzebują określonych przedziałów temperatur i wystarczającej ilości wody. Modele sugerują, że wiele grup zwierząt nie poradzi sobie z permanentnymi falami upałów, suszą i brakiem pożywienia.
Czy za 250 milionów lat nadal będą istnieć ludzie, pozostaje kwestią otwartą. Pewne jest jedno: każdy gatunek żyjący w tamtych czasach będzie musiał być wyjątkowo odporny lub przenieść się do nielicznych pozostałych stref sprzyjających życiu. W wielu regionach życie mogłoby jeszcze istnieć, ale raczej w postaci przystosowanych, mniej złożonych organizmów.
Francja jako możliwe klimatyczne schronienie
Pośród tej globalnej spiekoty wyłaniają się wąskie korytarze, w których warunki pozostaną stosunkowo łagodniejsze. Należą do nich obszary w wysokich szerokościach północnych. Dzięki bliższemu położeniu względem późniejszego bieguna północnego i lepszemu połączeniu z chłodniejszymi prądami morskimi możliwe byłyby tam umiarkowane temperatury.
Francja mogłaby w tych scenariuszach należeć do nielicznych stref, w których zwierzęta lądowe, a być może i przyszłe cywilizacje, wciąż znajdowałyby jako tako sprzyjające życiu warunki.
W pasie regionów z nieco chłodniejszym klimatem obok części Francji pojawiają się również obszary dzisiejszej Wielkiej Brytanii, Portugalii i Afryki Północnej. Dostępność wody, roślinność i możliwości rolnicze byłyby tam lepsze niż w wypalonym centrum superkontynentu.
Kraj, który znamy dzisiaj, zyskałby w ten sposób zupełnie nową rolę: z gęsto zaludnionego, lecz klimatycznie przeciętnego państwa stałby się potencjalnym schronieniem pośród w przeważającej mierze nieprzyjaznego dla życia kontynentu.
Co oznacza „refugium klimatyczne"
Pojęcie to opisuje obszary, w których gatunki mogą przetrwać nawet przy dramatycznych zmianach klimatu. Dziś za takie strefy schronienia uważa się na przykład niektóre regiony górskie lub tereny przybrzeżne. W świecie Pangei Ultimy ta funkcja przypadłaby północnym obrzeżom superkontynentu.
Tam mogłyby rozwijać się nowe ekosystemy lepiej radzące sobie z ekstremalnymi upałami: rośliny z głębokimi korzeniami, zwierzęta o wysokiej tolerancji na gorąco, a być może zupełnie inne formy rolnictwa. Kto kontroluje te strefy, ten miałby ogromny wpływ na zaopatrzenie w żywność i migracje – o ile w tamtych czasach istnieć będą jeszcze cywilizacje technologiczne.
Co dzisiejsi czytelnicy mogą wynieść z tej wizji przyszłości
Choć 250 milionów lat brzmi niewyobrażalnie odlegle, ten scenariusz dostarcza kilku niezwykłych spostrzeżeń. Po pierwsze: pozorna stabilność naszej planety jest złudna. Linie brzegowe, strefy klimatyczne, granice między krajami – wszystko to jest wynikiem powolnych, ale niezwykle potężnych procesów.
Po drugie, spojrzenie w odległą przyszłość pokazuje, jak wrażliwy jest system klimatyczny na zmienione warunki. Więcej lądu w jednym miejscu, więcej energii słonecznej, więcej CO₂ z wulkanów – i już duże części planety przechodzą w stan, którego wiele dzisiejszych organizmów by nie przeżyło.
Po trzecie, takie modele podkreślają, że „korzystne" regiony dla życia nieustannie się przesuwają. To, co dziś jest umiarkowane i urodzajne, w innej epoce może być pustynią – i odwrotnie. W obecnej debacie o adaptacji do zmian klimatu ta myśl jest szczególnie cenna: społeczeństwa, które uczą się żyć ze zmianą zamiast polegać na wiecznej stałości, są po prostu lepiej przygotowane.
Kto chce zgłębić pojęcia takie jak tektonika płyt, cykle superkontynentów czy refugia klimatyczne, szybko odkrywa ich związki z teraźniejszością. Te same prawa fizyczne, które za 250 milionów lat mogą ukształtować Pangeę Ultimę, napędzają dziś powstawanie gór, cofanie się wybrzeży oraz rozmieszczenie stref sejsmicznych i wulkanicznych. Odległa przyszłość jawi się przez to nie tyle jako czysta fantazja – ile jako niezwykle długie spojrzenie w geologiczne lustro.













